Rozdział 3
Następnego dnia rano Katsumi był w szkole dużo
wcześniej niż to potrzebne. Podwoziła go limuzyna z szoferem, bo jego ojciec
uparł się. Tylko w szkole nie miał ochroniarzy, co wynegocjował po długich i
burzliwych kłótniach. Jego ojciec uważał, że jako syn premiera Japonii jest
narażony na różnego rodzaju ataki. Szofer codziennie przywoził go do szkoły i
odwoził z powrotem do domu. Na szczęście z kierowcą można łatwo się dogadać i
bez problemów może wyjść gdzieś ze znajomymi. Ucieszył się, kiedy dostrzegł postać
całą ubraną na czarno. Przyspieszył kroku i dogonił niższego chłopaka.
-
Yo! - zaczepił go, szczerząc się od ucha do ucha. Odpowiedziało mu milczenie
wyraźnie sugerujące, że nie jest mile widziany, ale szatyn zupełnie się tym nie
przejmował, mając gdzieś znanie chłopaka. Kontynuował więc, nie zrażając się
niechęcią bruneta. - I jak podoba Ci się nasza szkoła? - zapytał, chcąc
poklepać go po plecach. I to był błąd. Sawao nie lubił, gdy ktoś próbuje się z
nim spoufalać złapał go za rękę i wykręcił mu ją.
-
Nie pozwalaj sobie na za wiele. - wysyczał mu do ucha i go puścił. Szatyn
natychmiast odsunął się od niego o dwa kroki i podniósł dłonie w uległym
geście.
-
Spokojnie, już cię nie dotknę. - obiecał. - Panie niedotykalski. - dodał
złośliwym tonem.
-
A ty co? Dziecko z gimnazjum? - zadał pytanie retoryczne, na które Katsumi już
miał opowiedzieć, jednak brunet mu nie pozwolił. - Widzę, że delikatne sugestie
nic nie dają, więc powiem to wprost. Nie lubię Cię i chcę, żebyś się ode mnie
odwalił. Czy tak ciężko zrozumieć, że nie chcę towarzystwa? I nie musisz mi
odpowiadać.
-
Ojej. Będzie mi smutno i się obrażę. - odparł z psim wzrokiem syn premiera.
-
Jak mi przykro. Książątko nie otrzyma nowej zabawki, to takie smutne. Idź
potnij się mydłem w płynie, albo skocz z dywanu a mnie zostaw w spokoju. -
zironizował. Nienawidził bogatych paniczyków, którzy myśleli, że można mieć
wszystko, a ludzie to zabawki, które zostawią, jak się znudzą. Nie był głupi.
Widział jak szatyn był tutaj traktowany. Niby podobnie jak inni, ale jednak
inaczej, jeszcze ta limuzyna i ludzie cały czas za nim podążający, choć sam
szarooki tego nie zauważał. Dodatkowo nazwisko miał takie samo jak
premiera. Wystarczyło dodać dwa do dwóch i wszystko było jasne. Przyspieszył
kroku i zostawił lekko uśmiechającego Katsumiego. Nie rozumiał tego księciunia.
Sam
"księciunio" zadowolony z siebie stał i przyglądał się, jak
brunet odchodzi. Zobaczył w końcu jakieś uczucia w jego oczach. Co z tego, że
tylko irytację? Niedługo w czarnych tęczówkach będzie cała gama różnych emocji.
Wiedział, że zachowuje się jak pięciolatek, ale inaczej nie potrafił zwrócić na
siebie uwagę tego dziwaka. Nagle poczuł czyjąś rękę na swoim ramieniu. Odwrócił
się i zauważył swoich kolegów.
-
A ty co tak patrzysz na ten korytarz, jakby zaraz miała się tam zmaterializować
striptizerka? - padło pytanie.
-
Raczej chciałeś powiedzieć striptizer. - sprostował ze śmiechem kolegę.
-
A no tak. Zapomniałem, że masz nieco inne upodobania. - Katsumi nie krył się,
że jest gejem, a inni to akceptowali ze względu na jego status społeczny.
Tą
rozmowę usłyszał Sawao, stojący na korytarzu tuż za rogiem.
"Co z nim jest nie tak?
Inni uczniowie doskonale zdają sobie sprawę, że jestem wykolejeńcem i rozmowa
ze mną jest niepożądana. A on wręcz przeciwnie, klei się do mnie, na nic nie
zważając. O co mu chodzi?" - i inne tego typu myśli dręczyły
go przez kolejne parę godzin.
W ogóle prawie nie słuchał nauczycieli. Nawet nie zdawał sobie
sprawy, że już dawno żadna osoba nie zaprzątała tak jego myśli jak Shirai. W
ogóle nie rozumiał typa. Jako syn premiera niczego mu nie brakowało. Znajomych
miał na pęczki, więc czemu tak interesował się jego chudą niewiele wartą osobą.
Czy ten idiota nie zdawał sobie
sprawy, że on pociągnie go na dno jeśli zbliży się do niego za bardzo?! Pewnie
chciał się z niego pośmiać i podrwić. Ale czy wtedy tak bardzo, by się starał?
To było widać, że szatynowi zależy na znajomości z nim. Pozostawała jeszcze
kwestia jego samego. Sawao oprócz irytacji, czuł też pewnego rodzaju ciepło,
gdy tylko o nim myślał. Co go delikatnie przestraszyło, ponieważ obiecał sobie,
że nikt więcej się do niego nie zbliży. Te rozważania przerwała mu nadlatująca
zwinięta w kulkę karteczka. "Przepraszam
za rano. Zachowałem się jak debil. Zdaję sobie sprawę z tego, że byłem
irytujący. Czy wybaczysz mi?" - głosiła treść. Brunet
natychmiast wydarł kawałek kartki z zeszytu, po czym odpisał.
Wiadomość zwinął w rulonik i niepostrzeżenie podrzucił ją na ławkę szatyna.
Katsumi miał okazję z bliska podziwiać ładne pismo czarnookiego. Lekko ukośne,
zgrabne litery w ogóle nie zdradzały, że wyszły spod ręki chłopaka. On sam
raczej bazgrał, choć dawało radę go rozczytać. "Czego ode mnie chcesz? Mówiłem, odczep się i spadaj na bambus. Jeśli
nie wiesz gdzie, to mogę Ci pomóc i wskażę drogę razem z kopniakiem!" Po
chwili nadleciała odpowiedź. "Ja
tylko chcę się zaprzyjaźnić". To zdanie sprawiło, że
ciemnooki zdębiał. Tylko tyle?
Nagle dotarło do niego, że nauczyciel coś do niego mówi, a właściwie do niego i
księciunia (jak zaczął nazywać szatyna).
-
Czy mógłbym przerwać panom w wymienianiu miłosnej korespondencji? Proszę udać
się do dyrektora. Panie Shirai, proszę nie być zdziwionym. A teraz wyjdźcie, bo
przeszkadzacie. - ponaglił ich wychowawca. Lekko ociągając się wstali ze swoich
miejsc i ruszyli w stronę gabinetu. Katsu był zdziwiony bo dotąd wszelkie jego
wybryki uchodziły mu płazem. Po za tym nie dowierzał, że przez liścik od razu
zostali wysłani do dyrektora. Zapukawszy do drzwi, weszli do pomieszczenia.
Pierwszy odezwał się Sawao.
-
Dzień dobry. Zostaliśmy tutaj przysłani przez jedną głupią kartkę, którą ten
mądrala... - tu wskazał na wyższego - rzucił mi na oczach wychowawcy.
-
Mój drogi język. Za takie zwracanie się do mnie będę zmuszony wezwać rodziców.
-
To może Pan równie dobrze wezwać pluton egzekucyjny. - odparł, na co szatyn
parsknął śmiechem. Nie zdawał sobie sprawy jak bliskie prawdy były te słowa.
-
Dość. Wyjdź na korytarz. Wezwę Cię tu ponownie, ale już razem z rodzicem. -
brunet prychnął i opuścił pomieszczenie. Dyrektor, gdy tylko zamknęły się za
nim drzwi, zwrócił się do szarookiego. - Katsumi, nie zadawaj się z tym
chłopcem. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Nie próbuj się do niego zbliżać. On
jest zupełnie inny niż myślisz. - ostrzegł go mężczyzna, a następnie nie dając
mu dojść do słowa, zakończył rozmowę. Po wyjściu Shiraiego zadzwonił do
rodziców buntownika. Nikt jednak nie odebrał, toteż zostawił wiadomość na
poczcie głosowej. Potem zmuszony był odesłać chłopaka na lekcje. Doskonale
wiedział, że brunet wczoraj nie poszedł do klubu, a on musiał poinformować o
tym rodziców bruneta, którzy byli jego przyjaciółmi. Zdawał sobie sprawę, że
Sawao miał problem z narkotykami - właśnie za to wyrzucono z poprzedniej
szkoły. A teraz obawiał się, że jakby nie było jego podopieczny, wcale nie
zerwał z nałogiem.
Sawao
przeciągał moment powrotu do domu do ostatniej chwili. W końcu jednak w
bibliotece, gdzie przyszedł po zakończeniu zajęć w klubach, pojawił się
ochroniarz. Mężczyzna oznajmił mu, że musi już zamykać placówkę. Po
powrocie w ciemnooki czekał na powrót rodziców niczym skazaniec na ścięcie.
Pierwszy raz od roku sięgnął po papierosa, który mniej-więcej ukoił jego
skołatane nerwy. Nawet rysowanie za bardzo go nie uspokoiło, a zawsze pomagało.
Jak wyrzucili go ze szkoły to mama była tak wściekła, że trafił ze wstrząsem
mózgu do szpitala. Jedyne co go bawiło w tej sytuacji, to że mama
uderzyła go patelnią w głowę. Rozgrzaną. Na tą myśl skrzywił się. Pamiętał to
okropne uczucie, kiedy obudził się w białej szpitalnej sali. Na szczęście tylko
obecny dyrektor szkoły wiedział, dlaczego został wyrzucony z poprzedniej.
Rodzice znali wersję z wagarowaniem. Ehh... Znowu miał ochotę pociąć się, ale
ze względu na swój "zawód" po prostu nie mógł. Okaleczanie się
oznaczało blizny, a one z kolei obniżenie jego wartości. A im więcej klienci
płacili, tym więcej on miał pieniędzy na towar i nie tonął w długach jak co poniektórzy.
Powinien też bardziej dbać o wagę, ale przez prochy i zdenerwowanie jadł bardzo
mało. Aktualnie od dwóch dni nie miał nic w ustach, gdyż brakowało mu apetytu i
czuł, że jakikolwiek posiłek zaraz zwróci.
Nagle
usłyszał głośny trzask wejściowych drzwi na dole. Gdy do jego uszu dotarły
kroki na schodach, wiedział dokąd idzie matka.
-
Sawao! Dzwonił dyrektor, że znowu opuszczasz lekcje i jeszcze dzisiaj mu
pyskowałeś. Chcesz, żeby z kolejnej szkoły Cię wyrzucili?! - i tak zaczęła się
tyrada, która skończyła się dopiero pół godziny później. Kobieta wyszła z
pokoju, zostawiając poturbowanego syna w środku. Brunet natychmiast po jej
wyjściu sięgnął po działkę. Poczuł chwilowe sztuczne uczucie szczęścia
rozluźniające napięte mięśnie ciała.
Zacznę od takiego mądrego (jak na mnie) stwierdzenia: " narkotyki są szkodliwe"
OdpowiedzUsuńNie no a teraz tak na poważnie. Czytając o tej scenie u Dyrekcji aż mi się uśmiech pojawił na pyszczku bo chyba mam deja vu. Zachowywałam się identycznie. (za co żałuję.. a w sumie to jednak nie) Rozdział super, mam nadzieję, że niedługo pojawi się jakiś taki porywający momencik. :D Na tą chwilę mam ubaw czytając, bo naprawdę śmieszą mnie te złośliwe wymiany zdań między bohaterami. :D
No to weny życzę i pozdrawiam serdecznie. ;)
Nominuję cię do Liebster Award! Szczegóły znajdziesz u mnie na blogu.
OdpowiedzUsuńhttp://yaoiinmyworld.blogspot.com/
Czwarty rozdział piszę właśnie. Nie mogę zdradzić co tam będzie, ale planuję nieco dłuższy niż ten. O matko. Zaskoczyłaś mnie tym. Baardzo dziękuję <3. Już wcześniej czytałam o tej nagrodzie, w końcu zanim zdecydowałam się założyć blog, dużo czytałam innych i wiem co nieco o tej nagrodzie ^^. Jakie pytania chciałabyś mi zadać? Pozdrawiam i wysyłam moc uścisków ^^.
UsuńPytanie są u mnie na blogu.(pod moimi odpowiedziami na pytania, które mi zadano)
UsuńPs.
Najnowsza notka. :**
Pozdrawiam.
Gome. Mój kochany komputer nie dał mi zobaczyć jej. Jakieś bzdurne reklamy cały czas mi wyświetlał. Dopiero na telefonie mogłam na spokojnie wszystko przeczytać. Jeszcze raz dziękuję za nominację. Zupełnie się jej nie spodziewałam :)
UsuńPozdrowionka :D
Coraz lepiej i w ogóle.... no i Sawaoo, jej. Ten drugi nie gorszy, ale Sawaooo *Q* Czekam na kolejny rozdział..
OdpowiedzUsuńTen drugi to Katsumi moja droga. Cieszę się, że Ci się podoba. By opisać Sawoa wzorowałam się na pewnym moim koledze ze szkoły (on nic o tym nie wie ;P). Wyszedł taki trochę emo, choć sam wzorzec nim nie jest -.-'. Ale trudno, grunt, że się podoba xD.
UsuńEch... pasuje... a sytuacja u dyrektora, ciut(!) nierealne napisana. Tak samo jak mało realne wydaje mi się to ciepło czarnuszka, na myśl o drugim chłopaku. Powinien z nim pobyć dłużej, by zacząć tak myśleć.
OdpowiedzUsuńPasuje.
Witam,
OdpowiedzUsuńczyli Sawao domyśla się kim jest Katsumi, czyli i w szkle ma ochronę, jednak jej nie zauważa, ale Sawao tak, może Katsumi mu pomoże...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia